Prolog
Niby było okey. Codziennie chodziłem na zajęcia w grupie. Słuchałem problemów tych wszystkich ludzi. Jeden z nich chłopak o imieniu Matthew wyznał, że rodzice nie traktują go poważnie ponieważ za dużo pije. Wyglądał na starszego ode mnie o kilka lat. Miał delikatny zarost i rozmierzwione włosy. Dziewczyna o imieniu Marysia stwierdziła, że nie ma po co żyć ponieważ jej życie to jedno wielkie bagno w którym siedzi. Nie dała ani jednego konkretnego powodu, dlaczego tak twierdzi. Powiedziała wówczas 'wolę to zachować dla siebie'. Wyglądała całkiem zwyczajnie, jakby nie była zmęczona życiem. Uśmiech nie schodził z jej twarz nawet wtedy kiedy mówiła, że chce z sobą skończyć. Ja sam miałem coraz częściej takie myśli, ale czy aby o to chodziło? Możliwe, że w jej sercu siedziało całkiem co innego, a tą maską chciała to wszystko zakryć. Może była dobrą aktorką, a może rodzice właśnie tego ją nauczyli? Marysia była ideałem dziewczyny. Jej długie falowane blond włosy opadały na szczupłe nieco kościste ramiona, a figura aż prosiła się o odsłonięcie. Dziewczyna z marzeń każdego chłopaka. Dziewczyna smutna, udająca. Mogłoby się wydawać, że taka osobą, która ma wszystko jest szczęśliwa. Biedna jednak błądzi i ma problemy. Nie znałem jej, mimo, że zdawała się być osobą, którą wszyscy znali. A może nią była? Może to we mnie tkwił problem? Przecież prawie w ogóle nie wychodziłem z domu, siedziałem w nim i nie cieszyłem się życiem. Nie miałem też przyjaciół, a mama zawsze mówiła 'synku wyjdź i się zabaw'. Nie wiedziała co mówi. Nikt nie chciał mnie znać. Wszyscy twierdzili, że jestem psychiczny. Przezywali mnie. Skutecznie doprowadzali do parteru, a ja jak głupi mimo wszystko starałem się iść dalej. Wierzyłem, miałem tą cholerną nadzieję. Bo w końcu nadzieja umiera ostatnia czyż nie? Nie chciałem jednak być wśród ludzi, którzy niszcząc człowieka i nie akceptują go takim jaki jest.Chciałem to zrobić. Chciałem zakończyć swoje cierpienie, bo uważałem, że to kim się stałem jest złe. Wszyscy mi to wmawiali. Mówili 'jesteś grzechem, trzeba się za ciebie modlić'. Z czasem sam zacząłem w to wierzyć, przeklinałem sam siebie. Coraz częściej zamykałem się w pokoju i faszerowałem tabletkami nasennymi, aby móc przespać resztę kolejnych dni. Jak zawsze wszystko się w końcu kończy i tak też było z moimi tabletkami. Nie chciałem z nikim rozmawiać. To by dobiło mnie jeszcze bardziej. Chciałem po prostu skończyć. Nie wytrzymując wybiegłem z domu nie mówiąc nic nikomu. Biegłem co sił w nogach. Nie czułem ich. Nie czułem niczego, bo wszystko było mi obojętne. Nawet ból w mojej klatce piersiowej nie obchodził mnie wcale. Mimo, że dusiłem się już prawie biegłem wciąż. Nie poddawałem się. Zatrzymałem się na moście. Kładąc dłonie na barierce spojrzałem w dół. Zamknąłem oczy i potem już nic nie czułem.
Dziś jestem właśnie tu. Nie wiem kto mnie uratował. Nie wiem jak to przeżyłem. Nie wiem dlaczego tu się znajduję. Nie jestem chory. Moje serce jest zdrowe. Ja jestem zdrowy. Czuję się dobrze. Oni nie wiedzą jak bardzo zranili mnie wtedy. Żyłem po swojemu, ale żyłem. Teraz siedzę tu i całkowicie nie wiem co ja tu robię. Marysia potrzebuje pomocy psychologa, a Matthew odwyku. Ja nie potrzebuję pomocy. Oni są chorzy, ja jestem zepsuty.
To Marysia, zagubiona nastolatka.
To Matthew alkoholik.
A to ja Dominic i jestem inny.
Informacja od autorki:
Proszę skomentujcie, to pozwoli mi pisać dalej i dowartościowuje mnie!
Zapowiada się naprawdę swietnie!. Jestem ciekawa co będzie dalej z bohaterami.
OdpowiedzUsuńWeny xx
TO JEST TAKIE DCYDHTYCHDYYCHDYWHH!
OdpowiedzUsuńInformujesz na to?
@islouarry
Jeee. Miałam skomentować wcześniej ale zgubiłam adres strony.
OdpowiedzUsuńTo jest świetne really. Nie mogę się doczekać 1 rozdziału.
Hdndhdndhdnfhdjhdhdbdg
@islouarry
świetnie sie zapowiada ;)
OdpowiedzUsuńczekam na dalszy ciag i pozdrawiam :3